Pierwsza Oaza Rodzin w Diecezji Siedleckiej

Pierwsza Oaza Rodzin w Diecezji Siedleckiej 

BOBROWNIKI 1987 rok II turnus
Organizatorzy: Moderator Ks. Jerzy Zychora, Para diecezjalna: Elżbieta i Józef Korpyszowie
Wspomnienia Krystyny i Szczepana Borutów
Wspomnienia z tej Oazy opiszemy dokładniej, gdyż była ona dla nas szczególna. Ksiądz Jerzy Zychora doświadczony i gorliwy oazowicz, pobudował budynek gospodarczy, w którym funkcjonowała Oaza letnia (Jak wyglądała budowa, pozwolenie na nią, trudności z tym związane, ówczesne zakazy i nakazy władz rządowych – może uzupełnić tylko sam ks. Jerzy).
Uczestnicy oazay przed wyjazdemNa Oazę Rodzin I stopnia zgłosiło się 63 osoby. Nad całością czuwała Para Diecezjalna – Ela i Józef Korpyszowie i ks. Jerzy Zychora nasz Moderator i Proboszcz Parafii Bobrowniki. Naszą „syrenką” zawieźliśmy zakupione garnki, kubki i talerze, sztućce, stolnice, miednice, wiadra i wiele innych niezbędnych rzeczy kuchennych, także z własnego dorobku. Podróż z Siedlec do Bobrownik trwała ponda 2 godziny (101km).
Uczestnicy Oazy zostali zakwaterowani u gospodarzy na terenie Bobrownik, najczęściej u osób samotnych. Te mieszkania wcześniej należało wysprzątać generalnie. Gospodynie, wynajętych mieszkań, to zwykle starsze panie. Były bardzo zadowolone, gdyż oprócz sprzątnięcia domów, mogły one dla potrzeb Oazy sprzedawać: ziemniaki, mleko i inne produkty.
Diakonia zamieszkała przy Kościele, w nowo wybudowanym budynku gospodarczym. Znajdowała się tam kuchnia, sala wielofunkcyjna (na posiłki, spotkania, konferencje) a także spiżarnia, miejsce do mycia i pokoje. Do budynku nie była doprowadzona woda, trzeba ją było przynosić z pompy wiadrami. Podłogi w całym budynku były cementowe. W kuchni palono drzewem, które uzyskiwano z wykopanych skarp (po ściętych drzewach przez Ks. Jerzego). Taką skarpę należało umiejętnie porąbać. Uczestnicy Oazy m.in. Tomek Dobrowolski, Kazimierz Majczyna, Wojciech Kublikowski, Szczepan Boruta, Marian Zborowski, Marek Chomicz, śp. Stanisław Domański i inni siłacze, których już nie pamiętamy siekierą rozpracowywali te skarpy na mniejsze kawałki. Układano je w kuchni, aby wyschły i nadawały się do palenia. Często wysokość ułożonych „szczepek” sięgała do 200cm. Umiejętność rąk ludzkich graniczyła z cudem. Aby uczestnicy mogli się umyć, należało wykonać wiele funkcji. Dwa parniki (takie jak do parowania ziemniaków dla świń) ustawione na placu przed budynkiem służyły do podgrzewania wody. Plac przed budynkiem gospodarczymWoda piorunująco grzała się, i w wyznaczonym pomieszczeniu budynku gospodarczego (w którym nie było jeszcze drzwi, tylko zasłona) rodziny myły się – oczywiście od najmłodszego do najstarszego, tak by zużyć jak najmniej wody. Na Oazę nie zgłosiła się Pani kucharka, podjęliśmy się służenia, ja bez doświadczenia i przygotowywania – jako kucharka, a Szczepan – jako zaopatrzeniowiec.
Zaopatrzeniowiec w akcji
Po modlitwie powierzając wszystko Panu Bogu i Matce Najświętszej – gotowałam. Dla potrzeb Oazy pieczone były bułki drożdżowe. Po wyrobieniu ciasta, zawożone je w miednicach do miejscowej piekarni (ciasto rosło w drodze, proporcjonalnie do prędkości samochodu „Syrena 105 l”) gdzie nabierało ostatecznego wyglądu. Miejscowi piekarze ze zdumieniem przecierali oczy: „ Takich bułek drożdżowych to w naszej piekarni jeszcze nie było”. Opatrzność czuwała nad Oazą. Przed odpustem parafialnym (św. Anny) 26.07, dwójka młodych oazowiczów:. Ania Zborowska i Krzyś Boruta (w godz. 5:00 – 7:00) w pobliskim stawie złowiła na dwie wędki 132 ryby (2 pełne wiadra karasek). 
Dzięki temu wyczynowi 63 oazowiczów mogło spożyć odpustową kolację. Nasze wspomnienia są raczej od strony zaplecza gospodarczego (kuchni), to zrozumiałe. Niemniej jednak program I stopnia Oazy Rodzin był realizowany prawidłowo i z pełnym zaangażowaniem Ks. Moderatora, animatorów i uczestników. W tak trudnych warunkach, lecz w ogromnej jedności, służąc sobie nawzajem, wytrwaliśmy do końca Oazy (15 dni). Była to najwspanialsza i najbardziej owocna Oaza w naszym życiu. Warunki w naszym ośrodku oazowym z roku na rok poprawiały się. Zrobiono podłogi, drzwi, w kuchni regał na garnki i talerze (nazywany „koromysłem”). Wiele darów od sponsorów wzbogaciło ośrodek. Oddany dom parafialny dla potrzeb wspólnoty D.K. ( po Panu organiście) rozwiązał całkowicie problem z zamieszkaniem oazowiczów. Malowanie i wyposażenie budynku, było następnym etapem naszych zmagań w udoskonaleniu ośrodka.