Świadectwo Kasi

Zacznę od tego, że, że do Diakonii modlitwy chciałam należeć już po przyjeździe z mojej I ONŻ . Dopiero jednak po pierwszym roku studiów, udało się wyjechać na oazę studencką II*(z czym miałam spory problem przez parę lat),, o której mogłabym opowiadać godzinami, ale tego Wam ostatecznie oszczędzę ;-) . Po tych rekolekcjach, chociaż miałam rozmowę z animatorką na temat mojego zainteresowania Diakonią Modlitwy, nie miałam pojęcia, że już  teraz zostanę jej członkiem. Zupełnie nieoczekiwanie parę dni po powrocie z oazy, otrzymałam wiadomość od osoby (za przyczyną której znalazłam się na II* ONŻ ;-) ) w której pytała, czy nie chciałabym przyjechać na spotkanie, i należeć do Diakonii. Na co odparłam oczywiście, że jasne ;-D .Bałam się tylko czy starczy mi czasu, którego jak wiemy, biedny student ma mało, szczególnie gdy jest animatorem dwóch grup oraz ma szczery zamiar uczestniczenia w DSA. W odpowiedzi usłyszałam, że mam zaufać Panu i w modlitwie polecać Mu te sprawy, a czas się znajdzie, a nawet nie tylko czas ;-). Tak też zrobiłam, i bez przeszkód przyjechałam na Spotkanie Diakonii.

Mimo dość niskiej frekwencji, spotkanie było jak dla mnie bardzo owocne. Jadąc na nie myślałam sobie, że ciągle nawalam wobec Pana Boga i że nie daję przecież sobie rady z modlitwą za tyle osób i spraw, w ogóle to po co ja tam jadę? I tak pewnie skończy się na tym, że nawalę i tyle mnie widzieli. Przeżywałam ostatnio swoją ludzką słabość itp. Gdyby nie to, że pociąg był już wtedy w Krynce, to może bym wysiadła. Jednak już w połowie spotkania zdałam sobie sprawę, że jestem tam nie bez powodu. Temat : Pan Jezus, osobisty Pan i Zbawiciel mojego życia., moja osobista relacja do Niego. Dokonałam  wtedy odkrycia (na miarę Kolumba) że Pan Jezus jest moim osobistym Panem i Zbawicielem. Więc dlaczego ja wszystko biorę na siebie? Ostatecznie to przecież On pragnie wejść w moje życie i w nim królować, kierować nim, pomagać mi, dodawać mi sił i pokazywać mi swoją wolę a przede wszystkim Miłość. Rozwaliła mnie prostota z jaką Animatorka nieświadomie rozwiązała mój pociągowy problem ;-) . Dowiedziałam się też, że Pan potrzebuje mojej woli, żeby być moim Panem i Zbawicielem, i jasne jest, że jak się zaprę, że wszystko zrobię sama, to nie będzie się wtrącał, aż sama nie pojmę, że bez Niego nic nie mogę. Spokojnie oczekuje momentu mojego powrotu aby stać się moim Panem i Zbawicielem. Zrozumiałam, że moja posługa nie będzie dobra i właściwa dopóki nie będę miała tej osobistej relacji do Pana Jezusa. Kiedy jest obecny w moim życiu, to patrzę na moje życie Jego oczami, przez pryzmat Jego Miłości. Wtedy patrzę tak też na moje trudności i okazuje się nagle, że coś co wcześniej było nie do przeskoczenia, teraz nie wydaje się takie trudne choć, nie widzę wyjścia z sytuacji. Ale wiem, że widzi Chrystus i wyprowadzi mnie. Ode mnie tylko zależy, czy zaufam i nie puszczę Jego ręki. I jeśli jest tak w moim życiu to dopiero wtedy mogę tego Chrystusa nieść innym, wychodzić z Nim do innych, w innym wypadku nie ma w ogóle mowy o jakiejkolwiek diakonii. Posługa innym ludziom wymaga tej osobistej relacji z Chrystusem w moim życiu. Zauważyłam też, jakie to zabawne i z wszech miar irytujące zarazem, jak to, co już przecież wiem, On musi mi nieustannie przypominać i cierpliwie powtarzać aż pojmę, że mam to wprowadzić w swoje życie plus jeszcze urzeczywistnić ;-)… . Poza tym, tak jak jadąc tam bałam się, że nawalę z tą Diakonią i jestem lekkomyślna i nieodpowiedzialna, tak dowiedziałam się podczas Mszy Świętej , że otrzymałam Moc miłość i trzeźwe myślenie, a nie ducha bojaźni. Powinnam z tych trzech darów w końcu zacząć korzystać ;) . Gdy przychodzi słabość jest jeden prosty sposób na nią. Trzeba wrócić do pierwotnej gorliwości, tej która była na początku – czyli tej która towarzyszyła mi gdy przyjmowałam Jezusa, jako osobistego Pana i Zbawiciela.

Kończąc już, muszę przyznać, że gdy patrzę z perspektywy czasu na tę moją drogę do posługi modlitewnej, widzę w tym wolę Boga. Zostałam powołana do modlitwy, służby innym ludziom przez modlitwę. I Bóg przeprowadził mnie przez trudności aż do teraz i sam dał mi łaski których potrzebowałam, bym mogła w taki sposób służyć innym. Działał głównie przez ludzi, ale też przez pragnienia, i różne doświadczenia związane z owocami modlitwy. I nie ma dla mnie piękniejszego daru niż bezinteresowna modlitwa za drugą osobę. I czasem aż nie mogę się nadziwić nad wspaniałomyślnością Pana Boga, gdy widzę jak podoba Mu się bezinteresowny dar modlitwy za drugiego człowieka. Widzę to w owocach modlitwy mojej i ludzi, których stawia na mojej drodze.

I za to wszystko chwała Panu!