Świadectwa z Oazy Modlitwy

Teraz dużo uwielbiam Pana Boga, choć z różnym zaangażowaniem – czasem zapał słabnie. Ale proszę Ducha Świętego, aby udzielał mi tej łaski – żebym potrafiła uwielbiać Pana w Jego woli, w tym, co mi daje, co jest dla mnie trudne, w mojej rodzinie, w moim tacie, w moich zawirowaniach na studiach. Także prosząc o coś, za kogoś, zaczynam od uwielbienia Boga w tej sytuacji, w życiu tej osoby. I przez to widzę konkretne owoce w swoim życiu. Więcej pokoju, radości, błogosławieństwa. I zgoda na wolę Pana Boga przestaje być rezygnacją, a zaczyna być radością. Chwała Panu!

Barbara

Mam na imię Anna chcę się podzielić tym, co Chrystus zdziałał w moim życiu. Osoba bardzo realna, działająca, a przede wszystkim która mnie kocha. W różnych aspektach życia Pan współcześnie we mnie działa, dając moc i siłę do wychodzenia z lęku, do życia wiarą na co dzień. Żyję w rodzinie katolickiej, która wszczepiła mi podstawy życia religijnego wiara rozwijała się sukcesywnie. Ale w tym wszystkim brakowało sensu. Jakieś dotknięcie przez Boga osobowego w moim przypadku odbyło się przez Ruch Światło- Życie. Modlitwa, Eucharystia, wykorzystywanie swoich talentów i umiejętności. Nie mogę powiedzieć. Że moje zbliżanie się do Boga, decyzje a wybraniu go na swojego Pana i Zbawiciela w życiu miała swój moment, tak jak u Szawła, który stał się św. Pawłem. Raczej był to proces odkrywania Boga działającego, wiernego, a przede wszystkim mnie kochającego. Początek tego procesu pewnie był wtedy, kiedy podczas rekolekcji oazowych I stopnia Oazy Nowego Życia przyjęłam go, by On ustawiał, niszczył to co złe, prowadził moje życie i był żywy, prawdziwy i osobowy. Mimo, że to jest relacja bardzo wymagająca, bo wymaga bym była uczciwa w pracy, potwierdzała obecność w Kościele na Mszy czy czas modlitwy konkretnym życiem, co w mojej grzeszności i słabości nie zawsze się udaje, jednak nie żałuję. Co więcej jest to dla mnie ogromna radość, że w religijny sposób mogę patrzeć na Kościół i praktyki przez pryzmat wiary w Boga, z którym chcę być w sakramentach, modlitwie, poznawaniu Go w Piśmie Świętym, Kościele oraz konkretnym życiu. I to ma sens bo jest nadane przez obecność Boga.

Ania

Od dziecka byłam wychowywana na katolika. Rodzice przekazywali, uczyli mnie wiary oraz życia chrześcijańskiego. Jednak kiedy nadszedł czas dorastania pojawiły się bunty, nie chodziłam do Kościoła, przeciwstawiałam się rodzicom. Mimo to cały czas wierzyłam w Boga. On gdzieś był przy mnie i walczył o mnie, nie pozwalał całkowicie odejść. To On sprawił, że pojechałam na ONŻ I0, że nie uciekłam z oazy (tzn. nie poprosiłam rodziców by po mnie przyjechali). To Jezus sprawił, że na tej oazie umocniła się moja wiara, dostrzegłam Boga w Sakramentach, On nauczył mnie pokory, dał mi swego Ducha bym umiała po powrocie postępować jak prawdziwe Dziecko Boże. Każdego dnia Jezus przez swoje działanie pokazuje mi, że kocha mnie i że Mu na mnie zależy. Daje mi swoją łaskę i pomoc.

Paulina

Kiedy wspominam swoje młode lata, lata kiedy miałem 20-30 lat, żyłem zawsze przy Bogu, ale obok Boga. Byłem uczestnikiem niedzielnej mszy świętej. Uważałem, że dużo robię bo chodzę w każdą niedzielę do kościoła. W życiu codziennym nie myślałem o wprowadzaniu przykazań Bożych do mojego postępowania. Uważałem, że tak jest dobrze. No może w trudniejszych chwilach więcej prosiłem Boga, ale nie wiedziałem, że Panu Bogu trzeba dziękować. Kiedy miałem około 40 lat zapragnąłem wspólnie z żoną czytać Pismo Święte. Czytaliśmy co wieczór. Dawało nam to wielką radość. Wtedy też zaczęliśmy wyciągać wnioski i szukać Pana Boga. Pamiętam, że wtedy zapragnęliśmy czegoś więcej. Pan postawił na naszej drodze Domowy Kościół. Na początku ucieszyliśmy się, ale potem przyszły refleksje, że skoro tu jesteśmy to powinniśmy przestawić nasze codzienne obowiązki. Postanowiliśmy nie pracować w niedzielę i święta (okazało się, że zarobki nie są mniejsze). Zacząłem modlić się, żeby nie sprzedawać piwa w swoim sklepie. Bałem się upadku sklepu. Pan tak postanowił, że nie sprzedajemy piwa, nie pracujemy w niedziele i nieźle prosperujemy. Mamy więcej czasu dla siebie żoną. Jesteśmy radośniejsi i szczęśliwsi niż przed zbliżeniem się do Pana. Nie martwimy się, ale powierzamy sprawy Bogu. Bogu w trójcy Jedynemu dziękuję, że pociągnął nas do Siebie i w codziennej m modlitwie prosimy Go o wskazówki.

Przed przyjęciem Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela byłem osobą wierzącą i praktykującą. Zdarzało mi się czytać Pismo Św. Jednak nie miało to większego odniesienia do mojego życia, które szło dwoma torami. Wiara i przykazania, modlitwa, sakramenty to jeden tor, a moje życie prywatne, zawodowe, relacje z innymi ludźmi to drugi tor. Zbliżenie do Jezusa poprzez RŚŻ – Domowy Kościół sprawiło, że drogi te zaczęły się do siebie zbliżać, aż w końcu scaliły się w jedno.

Mój przyjazd na rekolekcje … to tzw. „przypadek”, mieszczący się jak zwykle w Bożych planach, respektujących wolną decyzję człowieka… Ciągle uczy, umacnia, skłania do tego, abym przyjmowała z pokorą Bożą wolę. Uczy mnie głębokiego szacunku do rodziców. Pracy nad moim zachowaniem, otwartości na drugiego człowieka. Wzbudza we mnie potrzebę modlitwy, trwania na skupieniu, wzbudza we mnie potrzebę szukania życiowego powołania… Przede wszystkim ucz mnie analizowania każdej decyzji pod względem Bożej woli, pod względem tego czego chce ode mnie Bóg.

Trudno pokazać w słowach ogrom wzruszeń w wdzięczności jakich Doświadczyłam dzięki temu, że dane mi było spotkać Chrystusa. To On wyszedł mi naprzeciw i przywołał mnie do siebie. Przychodzi mi na myśl figurka zmartwychwstałego Chrystusa, który jakby macha ręką na powitanie, trudno przejść obojętnie wobec takiego zaproszenia. A jednak przychodzi do mnie pokusa, żeby odwrócić się i uciec albo chociaż zrobić krok w bok, zamiast do przodu. Całe szczęście, otrzymałam łaskę spotkania z osobowym, prawdziwym, rzeczywistym Chrystusem na Eucharystii. Pierwszy raz w życiu jestem pewna i wiem to, że to On tu na ziemi, to niewyobrażalne szczęście rzuca mnie na kolana. I choć mówi się, że emocje mogą szybko się wypalić, dlatego nie można budować na nich wiary, ja je zaakceptowałam i je przeżywam ponieważ one z wiary się wzięły. Nie odwrotnie. Co czuję kiedy mogę być blisko Najświętszego Sakramentu? Nie jest to chyba radość, bo ja po prostu nie śmiem się cieszyć, jest to wielka wdzięczność i to na co tyle czekałam- jakiś zarodek pokory. Naprawdę nie wiem dlaczego ja. I nie czuję się godna, aż mi ta świadomość wyciska łzy z oczu. Ponieważ wiem, że moje życie jest ciągle za bardzo moje. Te rekolekcje uświadomiły mi, że nic nie mogą się zatrzymać na wdzięczności i chwaleniu Boga za to, ale trzeba dzielić się tym z innymi. To jest piękne, choć nie przychodzi łatwo. Ta Oaza Modlitwy ukazała mi bliżej, realniej charyzmat Ruchu oraz to jak wyjątkowym człowiekiem był nasz założyciel ks. Franciszek Blachnicki. Postanowiłam czerpać z jego notatek i życia siłę i pogłębiać się w Ruchu. To chcę właśnie przekazać grupom w mojej parafii, gdzie właśnie brakuje charyzmatu tak naprawdę. Warto też mówić o tym, jak piękne jest w Oazie przenikanie się Domowego Kościoła z formacją młodzieży i że warto dążyć do współpracy, by wzajemnie się ubogacać. Dzięki temu doświadczeniu uświadomiłam sobie, że Ruch jest mocny i Żywy właśnie w świetle Chrystusa i nie warto z niego rezygnować nigdy. Przez świadectwo, ewangelizację oraz mówienie o założycielu, chcę rozbudzić ducha oazy w moim środowisku. By i moja grupa i inni członkowie zobaczyli jakim jest DAREM, co też odkryłam właśnie tu w Łukowie.

I za to wszystko jeszcze więcej naprawdę wielka chwała Panu, bo nie wyobrażam sobie jak byśmy mieli trwać gdyby nie On to wszystko trzymał i ożywiał swoim Duchem.

Agata